Sojusz Lewicy Demokratycznej

Blogosfera

Esencja arogancji

Data dodania: 2012-09-18 11:43

Obecna, prawicowa ekipa rządzi Wrocławiem już 22 lata.  Zmieniali się prezydenci, radni, ale zawsze to była ta sama opcja: prawicowa. Takie nieprzerwane rządzenie władzę nuży, rozleniwia i deprawuje, choć o dziwo Wrocławianom to nie przeszkadza. Deprawacja władzy przejawia się głównie w olewaniu rządzonych i opozycji. Obywatel może się czegoś – zgodnie z jego prawem - domagać, ale jak władza powie, że nie, to nie. Opozycja także może chcieć informacji, ale władza nie da i już. Bo ma taki kaprys. Dziennikarze także tylko mogą ponarzekać nad tajemnym gromadzeniem danych w magistracie.

Oto kilka przykładów z ostatnich dni: dziennikarze chcieli dowiedzieć się czegoś więcej na temat przyjęć dzieci do przedszkoli. Nic z tego. To są bardzo tajne informacje. Urzędnicy wiedzą, ale nie powiedzą. Przykład drugi: radni opozycji, w tym także wszechmocnej w kraju PO, domagają się danych na temat zysków – lub strat - z  imprez organizowanych na stadionie. Nie można. Dane są tajne.

Przykład trzeci: ostatnio wydało się, że miasto dostało z kasy rządowej  6,5 ml. złotych na leczenie dzieci autystycznych. Wiele wskazuje na to, że pieniądze wydane zostały jednak na inne cele, bo miasto ma takie prawo. Na pytania zainteresowanych, gdzie są te pieniądze, urzędnicy pokazują gest Kozakiewicza.

Co może o takim traktowaniu myśleć obywatel? Np. może myśleć, że organizowane na stadionie imprezy przynoszą olbrzymie straty, albo że organizatorzy tych wydarzeń dostają olbrzymie premie i potem dzielą się nimi wiadomo z kim… Albo, że w spółce zarządzającej stadionem panuje taki bałagan, że nikt nie wie jak jest naprawdę, a pieniądze z imprez trzymane są w kubłach na śmieci i nikomu nie chce się ich policzyć. Idźmy dalej. Te 6,5 ml. złotych na leczenie chorych dzieci urzędnicy wydali na swoje podwyżki, albo dali zaprzyjaźnionej z miastem firmie itp., itd.

Oto urzędnicza arogancja w najczystszej postaci. Ale sporej grupie wrocławian taka władza odpowiada.  O masochizm ich nie podejrzewam, raczej o uleganie przedwyborczym obietnicom. Ale to dotyczy ledwie niecałych 40 % obywateli miasta, którzy chodzą na wybory. Gdzie się podziała większość? Dobre pytanie.

Czesław Cyrul.

Komentarze